Przejdź do głównej zawartości

Polecane

Pierwsze wakacje z psem. Holandia

Wracamy po dłuższej przerwie, spowodowanej moimi przygotowaniami do obrony a następnie zasłużonym wypoczynkiem :) Tyle słowem wstępu, bo właśnie o owym wypoczynku będzie na blogu w najbliższym czasie :)        W tym roku był to nasze pierwsze wakacje z Moką. Od dłuższego czasu zastanawialiśmy się gdzie wybrać się z psem na wakacje. W miejsce wchodziła raczej Polska i tu zastanawialiśmy się wraz z M. czy postawić na góry czy jednak na morze. Każde z miejsc rozpatrywaliśmy pod względem psa: Jaka może być pogoda lub jaka może nas zaskoczyć? Co w danym miejscu można robić z psem i czy Moka da radę? Czy w miejscu, w którym się zatrzymamy będzie tłoczno? Ponadto dochodziły pytania związane z noclegiem czy miejscami, gdzie pies może iść razem z nami. Było trochę za i przeciw zarówno jednemu jak i drugiemu miejscu, lecz w ostateczności postawiliśmy na zupełnie inny kierunek. Skorzystaliśmy z zaproszenia mojej kuzynki, aby odwiedzić jej rodzinkę w Holandii :) Wyjazd wydał się ty

Podróże #1 Polska: Góry Sowie, Wielka Sowa






W tym roku majówkę spędzaliśmy głównie w pracy bądź u rodziny. Udało nam się jednak wyskoczyć na jeden dzień na wycieczkę. Szukaliśmy czegoś w górach, nie za daleko od Wrocławia. Dodatkowym kryterium był dosyć łatwy szlak, ze względu na to, że Moka ma dopiero 10 miesięcy, nie była nigdy w górach a i my jeszcze nie pojawialiśmy się w tym roku na szlaku. Ostatecznie wybraliśmy Wielką Sowę na terenie Parku Krajobrazowego Gór Sowich, oddaloną od Wrocławia o około 85 km.

Początkowo planowaliśmy rozpoczęcie wędrówki w Rzeczce, która prowadzi przez Przełęcz Sokoła, Schronisko Orzeł i Schronisko Sowa. Ostatecznie jednak startowaliśmy przy Przełęczy Jugowskiej, przez Taras Pod Kozią Równią oraz Kozie Siodło.



Na wędrówkę zdecydowaliśmy się mimo że prognoza pogody wskazywała na burze w niedługim odstępie czasu. Po dojechaniu na miejsce zaczął kropić deszcz, jednak nas to nie zniechęciło. W zanadrzu miałam kurtkę przeciwdeszczową (która mega sprawdziła mi się podczas burzowej ulewy w ubiegłym roku na trasie do Doliny Pięciu Stawów), Maciej miał folię a dla Moki mieliśmy przygotowane dwa worki, taśmę malarską i nożyczki - uznałam, że z braku laku będziemy improwizować! Na ten moment już wiem, że pelerynka przeciw deszczowa dla psa będzie jednym z produktów must have na takie wyprawy ;) Los nam sprzyjał i mimo, że krótko po wyjeździe z Wrocławia strasznie denerwowałam się, że bardzo spowolnił nas korek, ostatecznie stwierdziłam, że tak miało być. Na początku spadło kilka kropel deszczu a już paręnaście minut później pojawiło się piękne słoneczko. Taka pogoda towarzyszyła nam przez praktycznie cały czas. Dopiero w powrotnej drodze (wracaliśmy tą samą trasą), przy Tarasie Pod Kozią Równią zaczęło się chmurzyć. 




Auto zaparkowaliśmy przy drodze, dzięki czemu nic nie zapłaciliśmy za parking. 
Od początku trasy do Koziego Siodła droga była szeroka, prosta, podobna do drogi utwardzonej. Przed samym Kozim Siodłem na drodze pojawia się więcej kamieni. 
Przejście tego odcinka było bardzo przyjemne, mimo, ze trasa w większości nie jest 
w cieniu. Kozie Siodło wita nas drewnianymi domkami ze stolikami i ławkami oraz miejscem na ognisko. Od Koziego Siodła droga bardziej górska, o trochę większym nachyleniu niż pierwsza część trasy, głównie wśród drzew i krzewów jagód :) Przez dłuższy czas obok siebie biegną dwie drogi: jedna mocno kamienista oraz druga ściółkowa co jakiś czas z wystającymi korzeniami, więc dla każdego coś dobrego. Ja szłam głownie ściółką, Maciej kamieniami a Moka latała po całej szerokości ;) Na samej trasie niewiele ludzi, co jakiś czas rowerzyści na co trzeba uważać bo nie dają sygnału że jadą, słychać ich na krótko przed tym, jak pojawiają się koło nas. Warto dodać w tym miejscu, że zimą prowadzi tamtędy trasa biegowa dla narciarzy. Ponadto sporo psiaków, co bardzo cieszy :)




Na samym szczycie byliśmy dosłownie chwilę. Niestety pod koniec trasy usłyszeliśmy dochodzący dźwięk bębnów (!). Moka po Sylwestrze nie lubi bardzo takich odgłosów i szła już mniej chętnie. Na samym szczycie próbowała się schować, nie chciała się napić ani zjeść smaczków :( Postanowiliśmy więc przerwać tą stresującą sytuację, pstryknęliśmy parę fotek i już po chwili nasz pies znów biegał zadowolony. 
Pewnie ze względu na majówkę bardzo dużo ludzi, jak na festynie. Jednocześnie sporo psów, od malutkich kundelków po duże owczarki czy labradory :) 





Cała wycieczka bardzo nam się podobała i już wiemy, że pewnie jeszcze tam wrócimy :) Polecamy serdecznie wszystkim tą trasę czy to w towarzystwie psa czy nie.
 Dla ciekawskich: łącznie przeszliśmy 8,7km w ciągu 3,5 godzin :)
Jeśli macie podobne miejscówki na jednodniowy wypad z psem, koniecznie dajcie znać w komentarzach lub w wiadomości na FB lub IG :) 




@psim_tropem



Komentarze

  1. Świetny pomysł na wycieczkę! Dodajemy trasę do naszej listy na wakacje! :D My podpowiadamy fajną trasę na Słowacji - www.scoobythelittleprince.pl :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Ale mieliście fajną wyprawę! Mi się marzą takie wędrówki z psami i plecakami po pięknych terenach od świtu do wieczora <3 coś pięknego :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oj polecamy gorąco! :) wprawdzie to dopiero nasza pierwsza wycieczka, ale nie możemy się już doczekać kolejnych! :D

      Usuń

Publikowanie komentarza

Popularne posty